głosuj

Mam prośbę: wrzuć w najbliższą niedzielę swoją „kartę” do urny. Albowiem powtarzana ostatnio (jak zawsze, najczęściej w mediach) mantra „nie mam na kogo głosować” jest – mówiąc delikatnie – kompletnym nieporozumieniem. 

Oczywiście, jeśli czujesz się „stąd”, jeśli czujesz, że Polska (cokolwiek byś przez to słowo rozumiał) została Ci zadana, że jesteś na nią skazany – na dobre i na złe.  

A głosować masz na kogo jeśli zważysz, że z rynkiem politycznym jest podobnie jak z rynkiem na rogu Twojej ulicy: podaż jest taka, jaka jest i nie koniecznie dostaniesz na nim to, co byś chciał zjeść na obiad. Czy nie lepiej jest kupić to, co jest jednak bliższe Twoim gustom i choćby strawne, niż zdać się na zakup przez kogoś, kto nie ma o nich pojęcia i nabędzie coś, po czym będziesz miał mdłości?  

Nie lubisz polityków? Nie sprawdzili Ci się? Przecież ich z otaczającej Cię rzeczywistości nie wyeliminujesz. Oni w niej pozostaną, bo są jej cząstką. I będą nadal czynić swoją powinność, to jest nadawać Twojemu krajowi jakiś wizerunek, układać budżet, dzielić środki, stwarzać Ci jakąś przestrzeń życiową. Przedstawiają Ci swoją ofertę – jakże różną, a Ty masz już swoje doświadczenie i wiesz, że nie spełnią jej do końca, ale znasz jednak kierunek, w którym pójdą – mimo wszystkich przywar, słabości, miałkości, jakie im przypisujesz. Czy jest Ci ten kierunek obojętny? Czy nie ma dla Ciebie znaczenia, w jakiej rzeczywistości egzystować będzie przez najbliższe cztery lata Twoja 40-milionowa wspólnota, z którą – chcesz czy nie chcesz – wiele Cię łączy, ale też i ta wspólnota bliższa, i Ty sam? W dodatku w czasie trudnym, bo globalnego rozchwiania, kryzysu nie tylko ekonomicznego – również kryzysu wartości; na wyraźnym przełomie epok.  

Więc mam prośbę: wrzuć w najbliższą niedzielę swoją „kartę” do urny i wybierz z tego, co jest na rynku,  opcję – według Ciebie – optymalną. Nie głosuj „przeciw”. Nie dokonuj wyboru „mniejszego zła”. Opowiedz się za taką możliwą polityczną rzeczywistością, jaka daje – według Ciebie – największe szanse Polsce – Twojej wspólnocie, odrodzonej przecież cudem, jak feniks z popiołów; w której najbardziej chciałoby Ci się żyć.  

Czy chcesz, żebym zrobił to za Ciebie? Mogę to zrobić, tylko wówczas ani słowa krytyki, że jednak mogłoby być inaczej.