God bless America

Trwała blisko rok. Kosztowała – jak podają media – ok. sześciu miliardów dolarów: to równowartość rocznego budżetu niewielkiego europejskiego państwa. Twarda, chwilami wręcz brutalna kampania wyborcza w Stanach Zjednoczonych Ameryki. Szaleństwo? Szczyt marnotrawstwa w dobie kryzysu? O jaką stawkę chodziło?

Mnie się wydaje… Albo inaczej: dla mnie – o wyższą, niż było to powiedziane w potoku słów politycznych komentatorów zapraszanych przez różne platformy  telewizyjne. Niemal wszystkie komentarze kompetentnie naświetlały dwa różne warianty walki z kryzysem i prowadzenia polityki zagranicznej, a tylko niektóre trafiały głębiej w sedno. To sedno – to płynący dla świata sygnał, co by kto nie mówił na temat kwestionowanej  roli Ameryki i kryzysu jej finansów – z wciąż najpotężniejszego państwa na świecie, tak gospodarczo i cywilizacyjnie, jak militarnie. Czy w tył zwrot, po nieudanym interwale z czarnoskórym prezydentem – wejście w stare koleiny, powrót do legendy Pielgrzymów z „Mayflower”, do mitu założycielskiego „białej” Ameryki z jej piękną bajką o pucybucie, od którego inicjatywy zależy, czy stanie się milionerem;  przymrużenie oka na wyzwania, jakie niesie ze sobą „globalna wioska” dając wiarę starym i wypróbowanym wzorcom na kreowanie amerykańskiej potęgi, mimo, że wypróbowanym w innej rzeczywistości? Czy też potwierdzenie dokonanego przed czterema laty wyboru: z m i a n y (change). Zmiany drogi, jaka prowadzi Amerykę do utrzymania potęgi, zmiany jej wizerunku, przyjęcie wyzwań, jakie niesie współczesny świat – demograficznych, kulturowych, wielobiegunowości na arenie politycznej, dynamicznej migracji, a zatem otwarcia się na „innego”, minimalizacji sfer społecznego wykluczenia, rywalizacji „na innowacyjność”, a nie „na militaria”, konieczności dialogu wszystkich ze wszystkimi.

Nie muszę mówić, za którym z tych sygnałów optowałem: wydawał mi się niezwykle ważny, również dla mojego kraju pogrążającego się w politycznym chaosie i pozostającego już na skraju paranoi. Zdenerwowanie narastało, im bliżej było do finału, im bardziej szanse obu opcji wydawały się wyrównane, im bardziej stawało się oczywiste, że dla przeciętnego zjadacza chleba w tym skądinąd niepowtarzalnym kraju – jak wszędzie na świecie – liczy się nie „sygnał dla świata”, a budżet domowy, miejsce pracy, perspektywa na przyszłość; złość na to, że jest gorzej, niż bywało, że wczorajszy idol nie zrealizował wielu ze swoich 510 wyborczych obietnic. Kryzys zmiata ze sceny politycznej nawet wybitnych polityków – takie jest jego żniwo. W tym świetle urzędujący prezydent powinien przegrać mimo przewagi, jaką daje sprawowanie urzędu.

Wreszcie finał, noc z 6. na 7. listopada. O północy pierwsze szczątkowe wyniki, 1% oddanych głosów z kilku stanów, nieznaczna przewaga Mitta – to jeszcze nic nie mówi. Budzę się ok. piątej nad ranem: stosunek głosów elektorskich 76 do 58 na korzyść „niebieskich”, słoń unosi trąbę – to zła wiadomość, długo nie mogę usnąć. O ósmej wszystko powinno być już jasne. Z ciężkim sercem i czarną myślą z tyłu głowy podchodzę do telewizora. Nie muszę nawet zgłaśniać, wynik jest „na pasku”, wielką czcionką: 303 do 207, znaczna przewaga. A jednak – wielki naród wybrał spojrzenie w przyszłość. Dał dobry sygnał dla otwarcia, dla solidarności poprzez klasy, rasy i religie, dla równomiernego rozwoju, dialogu, eliminowania agresji. Słoń zwinął trąbę, osiołek radośnie kopytkiem wierzgnął.

I niezwykły, wręcz wzruszający postfinał!

Mitt Romney: „…Daliśmy z siebie wszystko, ale naród wybrał innego przywódcę… Życzę im wszystkim dobrze, ale najlepiej Prezydentowi, Pierwszej Damie i ich córkom…Szczerze modlę się za sukces Prezydenta i za ten wielki naród… God bless America…” 

Najwyższa klasa politycznej kultury, obywatelskiej postawy, patriotyzmu.

Barak Obama: „…Dziękuję Gubernatorowi Romneyowi za ciepłe słowa i za trudną kampanię… Jesteśmy czymś więcej niż sumą „czerwonych” i „niebieskich” Amerykanów, jesteśmy Stanami Zjednoczonymi Ameryki… Nie ma znaczenia kim jesteś – białym czy czarnym, Latynosem czy Azjatą, pełno czy niepełnosprawnym, gejem czy hetero:  Ameryka jest dla ciebie… Wkrótce spotkam się z Gubernatorem Romneyem i będziemy rozmawiać, co możemy dla Ameryki zrobić wspólnie… Wszystko jest przed nami, najlepsze dla Ameryki dopiero przyjdzie… God bless America…”

Najwyższa półka rozumienia istoty demokracji, politycznego taktu, szacunku dla wspólnego dobra.

Amerykańskie problemy, oczywiście, nie znikną: kolosalne zadłużenie państwa dla ratowania gospodarki w kryzysie (ale też i niewielki wzrost gospodarczy), rosnące podatki (choć tylko 2% rocznie, to niewiele zważywszy wielki krok, realizację jednej z prezydenckich obietnic sprzed czterech lat, wprowadzenie obowiązkowych ubezpieczeń, co wydobyło 40% Amerykanów z tego obszaru wykluczenia), kryzysowe bezrobocie (8% – do pozazdroszczenia w Europie), znaczna przewaga „niebieskich” w Izbie Reprezentantów, co będzie skutkować czasem bolesnym „piaskiem w tryby”, ale to zwyczaj i „przywilej” każdej opozycji, koszt demokracji. Cóż to jednak znaczy wobec tej siły napędowej, tego taranu, który przeciera drogę ku przyszłości, jakim jest szacunek do własnego państwa wykazany przez wielki naród i jego przywódców, obywatelskie (patriotyczne?) zaangażowanie w kampanię milionów Amerykanów niezależnie od ich opcji, rasy, społecznego statusu, obywatelska postawa na szczytach elity politycznej!

God bless America. I spraw, aby choć cząstka tej lekcji odrobiona została przez Nadwiślańskie Plemiona, obszar aż po Bug i Odrę, od Tatr po Bałtyk i Żmudź zasiedlające, drzewiej słynące z miodnych barci, umiłowania pokoju i harmonii, dumne ze swoich korzeni, a w ostatnim czasie – szaleństwem jakowym opętane i w bratobójczej walce upodobanie znajdując – wyniszczające cudem odzyskane państwo na naród zacny klęskę sprowadzając.

I niech się tak stanie, bo nadzieja – powtarzam uparcie – umiera ostatnia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s