pytania do Premiera – spotkanie z Tadeuszem Mazowieckim

…do tego serdecznego powitaniu Pana Premiera przez gospodarza tego wieczoru pragnę dodać kilka słów bardzo osobistych – czym jest dla mnie wyznaczona mi dzisiaj rola poprowadzenia tego spotkania. A więc przede wszystkim – jest to
ogromny zaszczyt, i nie są to słowa „na okoliczność”. Wiem, jak Pan Tadeusz Mazowiecki nie lubi patosu i dlatego zapewniam: Panie Premierze, to nie panegiryk ani okolicznościowa laurka, jestem doprawdy zaszczycony możliwością rozmowy z Panem, w dodatku rozmowy przed zaangażowaną w „tamten czas”, znakomitą lokalną publicznością. Ponadto, jest to dla mnie wzruszające, nostalgiczne spotkanie z historią: z historią, w której gdzieś tam, w ostatnim szeregu – jak wiele osób na tej sali – miałem zaszczyt uczestniczyć, dla mnie jakże bliską, dla dzisiejszych trzydziestolatków – jakby z minionej epoki; z historią, której nie przestaję postrzegać w kategoriach cudu, bo jakże łacno mogła się nie zdarzyć – jakby drugiego „Cudu nad Wisłą”, drugiej wielkiej Bitwy Warszawskiej, tyle, że bezkrwawej, zakończonej niezwykłym zwycięstwem: odzyskaniem przez mój kraj pełnej niepodległości, suwerennego bytu, co przez kilka poprzednich dekad nie mieściło się w ludzkiej wyobraźni.

Pan Tadeusz Mazowiecki jest niezwykłym świadkiem tych nieodległych wydarzeń historycznych, które określiły nowe miejsce Polski w Europie, był bowiem od ich początku w najściślejszym gronie ludzi, którzy je kształtowali, a w pierwszych latach niewyobrażalnie trudnej transformacji ustrojowej stał u jej steru. Przez jakie rafy trzeba było wówczas przeprowadzić tę kruchą, osamotnioną łupinę, aby dopłynęła do portu, któremu na imię Niepodległa III Rzeczpospolita – trudno już sobie dzisiaj wyobrazić. Polityczna mądrość, przenikliwe wizjonerstwo, chłodna ocena trudnej politycznej rzeczywistości przełomu lat 80. i 90., niezwykłe wyczucie w zawieraniu chwilowych kompromisów, które nie przekraczały granic fundamentalnych wartości, wierność tym wartościom do bólu, do chwili obecnej – wszystko to składa się na autorytet tej miary, który mamy dzisiaj zaszczyt gościć. Chylę czoło z najgłębszym szacunkiem przed tym autorytetem w pełni świadom, jakiego dzieła dokonał jako pierwszy premier III Rzeczypospolitej tym więcej, że nasze narodowe autorytety – te bezcenne punkty odniesienia w każdej narodowej wspólnocie, które wskazują jej drogę, kiedy wybór jej jest trudny – dramatycznie nam umykają. Nie tylko odchodzą, jesteśmy mistrzami w ich wyniszczaniu, unicestwianiu tego narodowego dobra.

Książka – raczej dzieło – którą dzisiaj Państwu prezentujemy, „Rok 1989 i lata następne”, jest do bólu rzetelną ilustracją tego przełomowego fragmentu w naszej historii, o którym na wstępie wspominałem – tego jej epizodu na miarę stuleci.
Pan Premier nie publikuje wspomnień, nie udziela wywiadu – rzeki, do czego wielokrotnie był namawiany. „Rok 1989” jest kompilacją tekstów dokumentalnych – zapisu rozmów z czołowymi politykami tamtych lat, z najbardziej znanymi publicystami, zapisu znaczących przemówień, wygłaszanych wykładów na zagranicznych uniwersytetach, wreszcie nieocenionej korespondencji: wszystko to powiązane bardzo powściągliwie autorskim komentarzem. Rozwiewa narosłe, nieprawdziwe mity, mierzy się z kłamliwymi stereotypami. Przede wszystkim jednak: ocala od zapomnienia, ratuje przed zbiorową amnezją, która w zgiełku dzisiejszych, żenujących sporów odsyła do niebytu to wielkie dzieło, jakie u schyłku ubiegłego wieku pozwoliło odzyskać pełne prawo narodu do samostanowienia i wolności, w pełni suwerenną i niepodległą Rzeczpospolitą.

Marzy mi się, żeby to dzieło zaistniało jako obowiązująca lektura w każdej polskiej szkole i głęboko wierzę, że to marzenie wkrótce się ziści. I przechodzę już do zadania Panu Premierowi kilku pytań, które – mam nadzieję – przybliżą Państwu treść i klimat tej publikacji. Łaskawie proszę Państwa o nie przerywanie tej części spotkania dodatkowymi pytaniami, a proszę o to nie mając wątpliwości, że wielu z Państwa takie pytania będą się nasuwać. Będą mieli Państwo taką możliwość w ciągu ostatnich dwudziestu minut naszej wspólnej tu obecności.

… Panie Premierze, moje pierwsze pytanie, które wyjątkowo dręczy: co się stało, zdaniem Pana, że już niespełna ćwierk wieku po dokonaniu się tej historycznej przemiany w naszych narodowych losach fakt ten jest tak dramatycznie dezawuowany, a pamięć o nim wręcz niszczona – Rzeczpospolita pogardliwie nazywana „okrąglostołową”, a jej demokratycznie, z woli narodu powołana władza odzierana jest z legitymizacji? Czy jest to skutkiem krótkowzroczności, goryczy niektórych aktorów sceny politycznej płynącej z poczucia niespełnienia się, skutkiem odejścia od nadrzędnej zasady narodowego dobra wspólnego na rzecz… właśnie, na rzecz czego? Czy raczej wynikiem owej amnezji, historycznej ignorancji, braku elementarnej wiedzy o tym, jak było i co się tak naprawdę przed ćwierć wiekiem wydarzyło – jakichś karkołomnych zaniedbań edukacyjnych?

… Nawiążmy więc bezpośrednio do prezentowanej dzisiaj publikacji:
jest poniedziałek, 5. czerwca 1989, pogodny ranek po historycznych „pół-wolnych” wyborach. Jesteśmy wszyscy odurzeni niezwykłym sukcesem wyborczym „Solidarności”, szczęśliwi, trwa narodowa euforia. Wkrótce okazuje się, że z „zadekretowanych” 35% udziału „S” w nowym parlamencie robi się 65%. Ale wkrótce też przywództwo demokratycznej opozycji staje przed arcytrudnym dylematem: jak skonsumować ten niezwykły, nieprzewidziany sukces. Realia są brutalne: w kraju stacjonuje 100-tysięczny kontyngent obcych wojsk, cała administracja, wojsko, służby specjalne pozostają w rękach przegranej w wyborach PZPR, NRD zabiega o zbrojną interwencję, całe otoczenie zewnętrzne jest początkowo zdecydowanie wrogie wobec tego, co się w Polsce stało. W takiej sytuacji, chyba w połowie lipca, pojawia się na czołówce dopiero co powstałej „Gazety Wyborczej” wytłuszczony tytuł artykułu jej „naczelnego”, Adama Michnika – „Wasz prezydent, nasz premier”. W tamtych realiach propozycja wręcz niewiarygodna, przez wielu przyjmowana z niedowierzaniem, przez innych – jako zbyt ryzykowna, wręcz prowokacyjna.
Jak do tego doszło? Na ile był to autorski projekt Michnika, na ile była to koncepcja już wstępnie wynegocjowana, kompromis, na który gasnący reżim wyraził choćby wstępną zgodę? A jeśli tak – czy brał Pan udział w tych negocjacjach?

…. A więc stało się – historyczny kompromis został zaakceptowany, świat zachodni przyjął to z głębokim oddechem ulgi i niebotycznym podziwem. I zaczęło się 16 miesięcy rządów, które całkowicie odmieniły Polskę. Skala zmian, jakie w tym czasie zaszły, w każdym obszarze, jest dzisiaj niewyobrażalna. Chciałoby się zapytać Pana o wszystko – o bolesną reformę gospodarczą prof. Balcerowicza – z jakiej zapaści gospodarczej i finansowej trzeba było kraj wyprowadzać – i o jej społeczne skutki, o zwrot o 180 stopni w polityce zagranicznej w ówczesnych realiach politycznych, co było wręcz nie do wiary. Ale największe moje zadziwienie budzi, jak można było uprawiać suwerenną politykę, choćby zagraniczną, przy kierowaniu MSW przez gen. Kiszczaka, istnieniu w dalszym ciągu formacji SB pod jego kierownictwem, wojsku pozostającym w dalszym ciągu w prezydenckiej gestii gen. Jaruzelskiego? Jak doszło do dymisji gen. Kiszczaka i objęcia teki MSW przez ministra Kozłowskiego, likwidacji SB, powołania UOP? Nadal mieliśmy Układ Warszawski, w którego obradach w Moskwie musiał Pan przewidywać swoje uczestnictwo. Solidarnościowy premier przejmował przecież państwo o strukturze wciąż totalitarnej. A Pan musiał mieć przecież głęboką wiarę w to, że to się uda! Czy można prosić o kilka słów na ten temat?

… Przypominam sobie, z jakim napięciem cała Polska słuchała Pana dwóch pierwszych przemówień w Sejmie – tego z 24 sierpnia, już po desygnowaniu na urząd premiera, ale jeszcze przed powołaniem rządu, i Pana expose po jego powołaniu, 12 września. Ważne w nim było wówczas każde słowo, ale to, co z tego przetrwało w zbiorowej pamięci – to Pana zasłabnięcie na trybunie sejmowej, a po dojściu do siebie gorzki żart przyrównujący Pana kondycję do stanu polskiej gospodarki. No i oczywiście „gruba linia”, o której Pan wówczas mówił, z której nie wiadomo kiedy i dlaczego zrobiono „grubą kreskę”. Początkowo ta strategia „grubej kreski” zyskała pełne zrozumienie i aprobatę po obu stronach sceny politycznej i w całym obozie solidarnościowym. Dopiero po roku, w czasie kampanii prezydenckiej, została zaatakowana przez zwolenników „wojny na górze” i przyspieszonego podziału środowisk do niedawna solidarnie opozycyjnych. Kalumnie nie przebierały w słowach: zarzucano Panu zdradę interesu narodowego i ideałów „Solidarności”. Wiele z tych stereotypów przetrwało do dziś. Prostował je Pan w swoich wystąpieniach setki razy, jest też o tym wiele w prezentowanej dzisiaj publikacji: ktoś ją nawet nazwał „rozprawa o grubej kresce”. Nie wyobrażam sobie jednak braku choćby krótkiej wypowiedzi Pana na ten temat również podczas dzisiejszego spotkania.

… Kościół katolicki, który pełnił w okresie 45 lat niesuwerennej polskiej państwowości niewyobrażalnie ważną role interrexa, również stanął przed niezwykle trudnym problemem transformacji swojego miejsca w niepodległej Rzeczypospolitej. Trzeba wspomnieć, że już w pierwszych tygodniach sprawowania rządów przez gabinet Mazowieckiego przywrócona została w Warszawie nuncjatura apostolska. Znajdował Pan czas, co do minuty wówczas wypełniony, na kontakt z prymasem Józefem Glempem – nie cieszącym się wówczas w społeczeństwie najwyższą estymą, bo w pamięci pozostawały zadry z okresu „stanu wojennego”, z nuncjuszem bp. Józefem Kowalczykiem, z przedstawicielami Sekretariatu Konferencji Episkopatu Polski – abp. Bronisławem Dąbrowskim, Alojzym Orszulikiem. W jakiej mierze hierarchowie Kościoła i jego wciąż jeszcze wówczas olbrzymi autorytet byli wsparciem dla podjętego przez Pana dzieła procesu transformacji ustrojowej? Czy oddziaływali na kształtowanie polityki odzyskanego państwa? I może szerzej: jak premier – katolik wyobrażał sobie budowanie demokratycznego, świeckiego państwa prawa? Stanął Pan wobec dylematu: chrześcijańska etyka a polityka. Rozwinął Pan ten temat w wykładzie na Uniwersytecie w Leuven, w lutym 1990. Znalezienie wówczas czasu na przygotowanie i wygłoszenie takiego wykładu świadczy, jak wielką wagę do tego tematu wówczas Pan przywiązywał. Można prosić o choćby niewielkie przybliżenie go naszemu audytorium?

… Grudzień, rok 1990, zwołane przez Pana spotkanie w Audytorium Maximum: nieskromnie powiem – miałem zaszczyt w nim uczestniczyć. Przegrane wybory prezydenckie, upokorzenie, jakie Pana spotkało – przegrana już nie z Lechem Wałęsą, a z człowiekiem z nikąd, Stanem Tymińskim, który na chwilę zaczadził swoją demagogią społeczeństwo rozczarowane chwilowymi bolesnymi skutkami transformacji gospodarczej. Szeregowi działacze Pana komitetów wyborczych zadawali sobie dramatyczne pytanie – co dalej? Obawialiśmy się załamania, do czego miał Pan prawo. Nic takiego się nie stało. Uznając wyborczą porażkę, ale też wychodząc naprzeciw politycznemu wyzwaniu, zachęcał pan mocnym głosem: „bądźmy razem, nie rozchodźmy się, przekształcajmy komitety wyborcze w lokalne komitety formacji, jaką powołuję – Unii Demokratycznej”. Czy był Pan pewien, że ten pomysł się uda? Czy nie obawiał się Pan frakcyjności, ludzi z tak różnych bajek – choć wszystkie piękne – jak Aleksander Hall i Jacek Kuroń czy Zofia Kuratowska? Co – zdaniem Pana – wniosła Unia Demokratyczna do procesu kształtowania się demokratycznego państwa prawa? Unia Demokratyczna: dla jednych – punkt odniesienia dla wszystkiego co najlepsze w polityce III RP, dla innych – kontynuacja zgniłego kompromisu z komunistami, któremu kres położyć może dopiero powołanie jakiejś IV RP?

… Na koniec: Panie Premierze, dokąd teraz zmierzamy? Czy w polskim życiu publicznym pozostało jeszcze cokolwiek z wielkiego etosu „Solidarności”? Na ile groźna jest ta kakofonia dźwięków na polskiej scenie politycznej, ten nieustający jazgot w środkach masowego przekazu, zażarta kłótnia, jaką obserwujemy na co dzień, o sprawy w gruncie rzeczy drugorzędne? Na ile groźne jest zjawisko, że młodzi Polacy, dość powszechnie, definiują politykę jako coś obrzydliwego, ale odwracają się nie tylko od polityki – również od państwa? Nie szukają z nim tożsamości – jest im ono coraz bardziej obojętne. Równocześnie jakiś margines tej młodzieży prze ku przemocy, organizuje ruch narodowy, agresywnie wkracza na sale wykładowe uniwersytetów – szczęśliwie, na razie jeszcze, bez petard. Jakiś czas temu postawę niektórych polityków dezawuujących państwo, a więc torujących drogę takim ekscesom, nazwał Pan twardo – rokoszem. Panie Premierze, zwracam się do autorytetu z prośbą o radę dla Jana Kowalskiego: co ma robić, żeby stawiać temu tamę? W istocie, jest to prośba o zdefiniowanie patriotyzmu, czym on jest „tu i teraz” – czym jest w ogóle w tak radykalnie zmieniającym się świecie. Czy w Polsce, dla pokolenia, które dorasta, jeszcze coś w ogóle znaczy? Jak go kształtować? Na jakie wskazywać wzorce?

… Czas jest nieubłagany, minuty biegną, Pan Premier jest już zapewne bardzo zmęczony, ale słowo się rzekło – kilka minut dla Państwa. Jeśli byłyby pytania ze strony Państwa do Pana Premiera – zapraszam, nie więcej jednak, jak trzy, maksimum cztery: czas nam na więcej nie pozwoli.

…..

Tak więc nasze spotkanie z Panem Tadeuszem Mazowieckim – jestem pewien, że długo nie będzie zapomniane – dobiegło końca. A to, o czym mówiliśmy – to przecież dopiero wierzchołek góry lodowej. Karkołomna transformacja gospodarcza, zapanowanie nad galopującą inflacją – pamiętamy te setki tysięcy złotych naszych miesięcznych honorariów i dosłownie puste półki sklepowe; pierwsze wizyty zagraniczne składane przez Pana Premiera, a pierwszą z pierwszych była wizyta w Watykanie, u JP II, co symbolizowało radykalną transformację polityczną, później Moskwa – pierwsza rozmowa z Gorbaczowem, ale również z Adrijem Sacharowem i wizyta w Katyniu, Biały Dom – George Bush senior, Londyn – Margaret Tchatcher i toast wygłoszony na przyjęciu u Lorda Mayora; rozmowy z Kanclerzem Kohlem, spotkanie w Krzyżowej już w listopadzie 1989, a rok później – oczekiwany od pół wieku polsko – niemiecki traktat graniczny. Na to wszystko zabrakło czasu, ale wszystko to znajdziecie Państwo w TEJ publikacji.

Raz jeszcze najgoręcej dziękując Panu Premierowi za to spotkanie chciałbym zakończyć je przeczytaniem ostatniej, bardzo krótkiej zwrotki z wiersza Andrzeja Szmidta „Prognoza pogody”, który również znajdziecie Państwo na stronach tej książki. A oto ta zwrotka:

… Jedno podejrzewam
limit cudów
w Historii naszej
został już wyczerpany…

będą deszcze.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s