Prezes ὰ la gołąbek pokoju

Myślę, że wczorajsze spotkanie polskich liderów politycznych będzie zapamiętane przez historyków opisujących w przyszłości kryzys polskiego państwa w roku 2016; na razie zyskało sążniste komentarze w niezależnych mediach. Nikt jednak dzisiaj nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, co bardziej skłoniło JK, inicjującego to wydarzenie, do przywdziania (po raz kolejny) lisiej skóry: czy lęk przed pogłębiającym się ostracyzmem ze strony świata zewnętrznego, czy chęć zaczarowania atmosfery przed wizytami europejskich dygnitarzy najwyższego szczebla, Jaglanda (Sekretarz Generalny Rady Europy) i Timmermansa (wiceszef Komisji Europejskiej, czy może chęć poprawienia wizerunku w szeroko pojętej polskiej opinii publicznej? Posunięcie z punktu widzenia gry politycznej świetne: „rozdający karty” spotyka się z Targowicą, z ludźmi z genem zdrady, „najbardziej zdemoralizowanym elementem animalnym”, apeluje o współdziałanie w przełamaniu kryzysu, deklaruje otwartość i dialog; brakuje tylko słowa „przepraszam”, ale to już w jestestwie JK się nie mieści. Czy nadzieja na przykrycie tym wszystkiego, co zostało dotychczas wypowiedziane, słów skrajnej pogardy pod adresem opinii Komisji Weneckiej, jest w jakikolwiek sposób realna

Opozycja  postawiona została w trudnej sytuacji: pójść – nie pójść? Wydaje mi się, że dobrze się stało, że poszła: nie pójście, to niechybne narażenie się na obarczenie winą o chęć eskalacji kryzysu. Tylko co dalej, bo żaden konkret z tego spotkania nie wynikł: mglista obietnica częściowego uwzględnienia wniosków KW (z zachowaniem „elementu suwerennościowego”) – to mniej niż niewiele. No, są komentarze dwóch wiodących liderów opozycji: „światełko w tunelu” i światełko, ale na lokomotywie pociągu pancernego – doświadczenie stawia mnie bliżej tego pociągu.

Jednak pytanie – to drugie, na które również nie ma dzisiaj odpowiedzi, bardziej od pierwszego fundamentalne – pozostaje: czy cokolwiek w ogóle może z tej nowej sytuacji wyniknąć? Doświadczenie dobrze nie wróży. Wikłanie opozycji w mało konkretne, prawdopodobnie przeciągające się rozmowy – to wchodzenie na bagnisty grunt, w taką glątwę, gdzie zacierają się kontury, białe zlewa się z czarnym i wychodzi szarość, podczas gdy sytuacja jest w istocie zero – jedynkowa: orzeczenie TK będzie bądź nie będzie opublikowane i wykonane, tj. trzej sędziowie prawomocnie wybrani będą  bądź nie będą zaprzysiężeni.  W uszach tkwią twarde słowa JK: „… nie możemy się cofnąć ani o krok…”, a czego jak czego, ale konsekwencji w realizowaniu swoich od lat strategicznych celów Prezesowi odmówić nie można. To brzydka analogia, ale nic poradzić nie mogę, że pamięć przywołuje w tym miejscu leninowski pryncyp: raz zdobytej władzy się nie oddaje.

Jest też tło, w jakim spotkali się wczoraj polscy politycy z inicjatywy rządzącego układu: gruchaniu Prezesa przystrojonego w pióra gołębia pokoju wtóruje ogłoszona tego dnia decyzja o wszczęciu przez prokuraturę dochodzenia w sprawie przekroczenia przez sędziego jego uprawnień. Nie byle jakiego sędziego, bo przewodniczącego Trybunału Konstytucyjnego. Rzecz niebywała! Omnipotentny urzędnik od sprawiedliwości, jedna z najgroźniejszych i najobrzydliwszych postaci tego układu, wdraża swoje kolejne dzieło – rozpoczyna nękanie wroga numer jeden, symbolu walki o praworządność: czas, aby w opinii publicznej zacząć niszczyć kolejny społeczny autorytet. W polityce JK przypadków nie ma – wszystko jest zgrane.

Mimo to wszystko intuicja mi mówi, że jeśli coś można ugrać dla Polski w walce politycznej z JK, zmusić go do choćby kroku wstecz – to właśnie teraz, w momencie, kiedy znalazł się w defensywie, kiedy czuje równoległą presję Ameryki, NATO, Komisji Europejskiej, Rady Europy. Taka sytuacja po wydarzeniach lipcowych już się nie powtórzy. To arcytrudne, ale trzeba mieć nadzieję, że możliwe. Sukces zależy od mądrych i skoordynowanych działań opozycji (o co się lękam) i od równie mądrej reakcji społeczeństwa obywatelskiego. Tak więc nie podzielam zdania, że JK „ograł” opozycję, bo to dopiero początek procesu, choć z natury rzeczy (kalendarza politycznego) będzie on krótki. W tej fazie politycznej walki o praworządną Polskę rozmawiać z JK trzeba pod warunkiem, że rozmowy będą konkretne, a opublikowanie i uznanie marcowego orzeczenia TK poza jakimkolwiek kompromisem. Z „kalendarza” wynika, że rezultat tych rozmów znany będzie przed końcem kwietnia. A w międzyczasie usłyszymy przemówienie Prezesa w kolejną „miesięcznicę” – przepraszam, tym razem rocznicę tragicznej katastrofy: co prawda nie do milionowego tłumu, co – mimo nieograniczonych środków partyjnych – okazało się niewykonalne, ale jak zawsze z tej okazji,  programowe. Schnę z ciekawości!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s