Jazgoczcie! W obronie naszych „małych ojczyzn”

[Nadzwyczajna Sesja Rady Miasta Pruszków, 07.02.2017]

No, działo się w ubiegłym tygodniu w Pruszkowie, a tydzień miałem tak „gęsty”, że dzisiaj dopiero mogę to uporządkować.

Obywatelski Pruszków dopisał: Nadzwyczajna Sesja Rady Miasta poświęcona projektowi uchwały oprotestowującej projekt ustawy „Warszawa 33+” stawała się chwilami – wbrew wysiłkom prowadzącego obrady –  spontanicznym forum obywatelskiej niezgody.  Czy można się dziwić Pruszkowiakom, którzy świętują w tym roku setną rocznicę nabycia przez Pruszków praw miejskich, a którzy od jutra mieli stać się mieszkańcami odległej peryferii stolicy? Sala – podczas zwyczajnych sesji Rady najczęściej pusta, tym razem nie mieszcząca przybyłej „publiczności” – huczała od braw po odczytaniu przez radną z PO, Annę Hejnowicz, uzasadnienia do pruszkowskiej uchwały, podobnie po gorących wypowiedziach  prezydenta miasta i gości, posłanki „Nowoczesnej” Kamili Gasiuk – Pihowicz (mieszkanki Pruszkowa) i burmistrza Ożarowa, Pawła Kanclerza.  Dwóch radnych PIS (nazwisk oszczędzę) w swoich czasowo najdłuższych przemówieniach, treściowo – na granicy inwektyw i agresji, zaprezentowało garść tzw. faktów alternatywnych, jakże często zniewalającej umysły w dzisiejszym rozchwianym świecie postprawdy: reakcja sali była do przewidzenia.

Głos z sali, udzielony „publiczności”, był jednoznaczny: głęboko merytoryczny i druzgocąco krytyczny.  Nie mogłem się nie włączyć, bo mi w duszy buzowało, tyle, że mniej merytorycznie (po artykułach proponowanej ustawy „nie skakałem”), a bardziej emocjonalnie – cóż, ten typ tak ma. Nie skrywałem swojej odczuwanej podwójnej tożsamości: i tej starej, pokoleniowo ukorzenionej warszawskiej, i tej nowej, pruszkowskiej.

Warszawa – walcząca, płonąca: ja przecież to doskonale pamiętam, pamiętam jak przełykając łzy deptałem po hektarach zgliszcz secesyjnego śródmieść idąc z Zachodniego (dokąd dojeżdżał „towarowy”) na Żoliborz, a później łzy radości z cudu odradzającego się miasta, przez wiele jeszcze dekad szarego, ale wciąż z charakterem, który nadawali mu ludzie – heroicznie walczący, heroicznie odgruzowujący, później heroicznie protestujący, ale też z charakterystyczną dla Warszawiaków kpiną z głupoty i absurdu „tamtych czasów”. A w minionym ćwierćwieczu „narodowej ruiny” – kolejne łzy radości z rozmachu przeobrażania się miasta w nowoczesną aglomerację nie ustępującą w niczym innym europejskim metropoliom. I teraz to wszystko zniszczyć wprowadzając niewyobrażalny chaos w sprawnie zarządzany organizm, skazując stolicę kraju na prowincjonalizację przez  włączenie w nią setek hektarów pól ornych, łąk, wsi i osiedli, skazując to niepowtarzalne miasto na zarządzanie nim w dwóch trzecich przez ludzi nie związanych z nim emocjonalnie, nie czujących go, nie mających żadnych kompetencji do zarządzania takim organizmem?  W imię obłędnej politycznej – raczej partyjnej – ambicji zdobycia w nim władzy?

Moja tożsamość pruszkowska – to wrastanie przez blisko 20 lat w nowe dane mi „miejsce na ziemi”, a równocześnie podziw, jak to podwarszawskie miasto Pruszków z dnia na dzień pięknieje, jak niezwykłą daje ofertę kulturalną  (wyliczać by długo), ale przede wszystkim – jak umacnia się w nim, w oparciu o lokalny samorząd –  społeczeństwo obywatelskie iskrzące setkami inicjatyw, jak Pruszkowianie ukorzeniają się w swojej „małej ojczyźnie” i jak im na niej zależy. Toż przecież dla mojego kraju, dla Polski, wartość fundamentalna! I wszystko to zniszczyć, zaorać? Tu chodzi już nie tylko o manipulowanie okręgami wyborczymi i pozyskanie w ten sposób władzy: tu chodzi o coś więcej. Celem jest konsekwentna realizacja doktryny ideologicznej: centralizacja państwa, wprowadzenie – w okresie przejściowym między demokracją a dyktaturą – stanu pośredniego, „demokratury”; sypanie piasku w szprychy społeczeństwa obywatelskiego, zniechęcanie do idei „małych ojczyzn” poprzez złudną ofertę: wasze jest wszystko, cała Warszawa.  Wszystko nie ogarniane ani wzrokiem, ani wyobraźnią; wasze / nasze wspólne – to znaczy niczyje. A wielki brat zadba, żeby w tym wspólnym wszystkim było dobrze.  Ja to już ćwiczyłem przez 45 lat!

Pozwoliłem sobie w swoim skromnym wystąpieniu – może trochę nie na temat – przywołać prezydencką inicjatywę podjętą podczas spotkania Majestatu Rzeczypospolitej z mieszkańcami Żagania; inicjatywę przedefiniowania pojęcia obywatelskiego protestu i obywatelskiej niezgody, zastąpienia tych złożonych pojęć jednym prostym słowem: JAZGOT. I tak, przyjmując prezydencką retorykę, pozwoliłem sobie gorąco – tak, jak tylko potrafiłem – zaapelować do szanownych pruszkowskich rajców, niezależnie od ich opcji i od tego, czy bardziej z prawej, czy z lewej strony czują serce. Mój apel sprowadzał się również do jednego słowa: JAZGOCZCIE!

Jazgoczcie głośno, z determinacją i do upadłego!

Jazgoczcie w imię obrony polskiej samorządności gwarantowanej nam Konstytucją, której kompetencje określa ratyfikowana przez Polskę w całości Europejska Karta Samorządu Lokalnego!

Jazgoczcie w imię obrony społeczeństwa obywatelskiego i naszych „małych ojczyzn”!

Jazgoczcie w imię obrony polskiej praworządności i demokracji!

Jazgoczcie w imię prostej, ludzkiej przyzwoitości!

Jazgoczcie, jeśli nie chcecie jutro, po spojrzeniu w lustro, ujrzeć twarzy strasznej!

Nie ustawajcie w jazgotaniu!

Po zamknięci Sesji pruszkowski prezydent i większość radnych byli uprzejmi osobiście mnie zapewniać: będziemy jazgotać do skutku. Nadzieja umiera ostatnia.

W  moim post scriptum pragnę  skomentować nasze dzisiejsze (11.02) KOD-owskie „jazgotanie” na ulicach Warszawy – liczebnie żenujące i warte refleksji: mróz li to sprawił, rozpoczynające się ferie, czy też słabnące właściwości magnetyczne KOD-owskiego logo, tracącego w przestrzeni publicznej na wizerunku ze względu na wewnętrzne perturbacje? W tym szczególnym przypadku obłędnego pomysłu na „Warszawę33+” nie mam większych wątpliwości: dynamika społecznego protestu na tym nie straci, polska samorządność, po 27 latach doświadczeń, na tyle jest okrzepła, że bronić się będzie do upadłego, z KOD-em czy bez KOD-u. Atoli walec rujnujący polską demokrację i praworządność toczy się ze zdeterminowaną konsekwencją w wielu obszarach i wymaga społecznej reakcji. W powietrzu wisi pytanie, co należy pilnie (i z pokorą) poprawić w konstrukcie spontanicznie zbudowanym przez tysiące ludzi, którzy z taką pasją postanowili bronić wartości, którzy z dnia na dzień stali się dla siebie tak bliscy, żeby odzyskał społeczne zaufanie i mógł w dalszym ciągu spełniać ważną i potrzebną rolę  – przede wszystkim służebną, nie koniecznie przywódczą – w organizowaniu ruchu obywatelskiego protestu i niezgody? Wydaje mi się, że doświadczenie z dzisiejszej manifestacji wskazuje na to, iż odpowiedź na to pytanie jest bardziej niż pilna, że potrzebna jest „na już”.  A czy dobrze mi się wydaje – zweryfikuje „samo życie”. Wkrótce.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s