VIVE la FRANCE! VIVE l’EUROPE!

Tak można podsumować klimaty wielkiej fety – przyjęcia wydanego przez Przedstawicielstwo Komisji Europejskiej w Polsce w „Villa Foksal” – wieńczącej dekadę naszego europejskiego świętowania. W tym roku było to świętowanie szczególne. Obok rocznicy naszej akcesji do europejskiej wspólnoty, później – radosnej Parady Schumana, przeżywaliśmy emocje francuskich wyborów prezydenckich, o których wiadomo było, że zaważą na dalszych losach Europy. Teraz już jest jasne: po tym, jak wypowiedzieli się przy urnach wyborczych Austriacy, później Holendrzy, a przed kilku dniami Francuzi, można mieć pewność, że Europa przełamała najgłębszy kryzys, jaki od lat pełzająco w niej narastał – kryzys braku wiary w sens wielkiego europejskiego projektu, który dzisiaj uosabia Unia Europejska. I to jest najlepsza wiadomość, jaką wciąż tworzący się europejski demos mógł otrzymać. „Biała Księga” Jean-Claude Junckera poruszyła wyobraźnię, w całej unijnej Europie trwa wielka obywatelska debata i rozważanie, który z zaproponowanych pięciu kierunków dalszej europejskiej drogi wybrać. A ja jestem już dzisiaj spokojny o to, że będzie to któraś z dróg wiodących ku pogłębieniu wspólnotowej integracji. Spokój mnie opuszcza dopiero wtedy, kiedy sobie pomyślę, że po podjęciu ostatecznej decyzji (a to nastąpi już w grudniu) znów będzie mi potrzebny mój mały transparent przygotowany na ubiegłoroczną „europejską manifę” z napisem: „Europo, poczekaj – wrócimy!”

Powracam jednak do rocznicowej fety w Dniu Europy, 9 maja: to pamiętna rocznica odważnej i jakże dalekowzrocznej propozycji Roberta Schumana – propozycji powołania, pięć lat po zakończeniu wojny, pierwszej europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali, równocześnie pierwszego kroku do niemiecko-francuskiego pojednania, pierwszej bariery zamykającej drogę do odrodzenia się w sercu Europy toksycznych nacjonalizmów. Atmosfera tego spotkania wręcz tchnęła optymizmem i radością, co znalazło wyraz w powitalnym przemówieniu Gospodarza, amb. Marka Prawdy, a wydaje mi się, że symbolika tego Dnia była tym razem szczególnie pamiętana. Władze państwowe zaszczyciły to znakomite wydarzenie delegując na nie swoich przedstawicieli średniego szczebla, natomiast unijni dyplomaci stawili się in gremio, a to, że zaszczyt dzielenia „urodzinowego tortu” (tegoroczna rocznica Traktatów Rzymskich) przypadł francuskiemu „Ekscelencji”, wszystkim wydało się oczywiste.

Oczywiste też jest, że byłem na tym przyjęciu „gościem z ostatniego rzędu” i trochę z przypadku, tym niemniej ze wzruszeniem spotkałem na nim, po latach, „gości z rzędów pierwszych”, nestorów Polskiego PEN Clubu, którzy swoim niepodważalnym autorytetem dawali ogromne wsparcie tworzącej się w początkach lat dziewięćdziesiątych polskiej strukturze Amnesty International: były wspomnienia, jak to w owym czasie członkostwo w europejskiej wspólnocie pozostawało wciąż w sferze pokoleniowych marzeń, były słowa troski, czy cudem zrealizowane marzenie nie pęknie wkrótce jak bańka mydlana. Sędziwy, budzący zawsze szacunek swoim pięknym życiorysem i znakomitą twórczością, Jacek Bocheński, autor „Tryptyku rzymskiego”, zachęcał do optymizmu odwołując się do historii antyku: wstecznictwo  skazane jest na klęskę. A w tle sączyły się wówczas dźwięki „Ody do radości”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s