Chwała bohaterom! Rotmistrz Pilecki – manipulowanie pamięcią

O manipulacji historią, sączonym do niej fałszu i zawłaszczaniem jej przez środowiska radykalnie narodowe wiadomo z telewizji. O tym, jak to się przekłada na postrzeganie rzeczywistości przez „lud pisowski” – niemałą przecież część Polaków –  mogłem się dzisiaj przekonać bardzo osobiście: dotknąłem polskiego piekła, w którym – obawiam się – długo przyjdzie nam się smażyć.

Odsłonięcie pomnika w warszawskiej Alei Wojska Polskiego poświęconego rtm. Witoldowi Pileckiemu, polskiemu bohaterowi II Wojny Światowej, jednemu z najodważniejszych: walczył o wolność Polski, ale też – z pełną świadomością – przeciwko obu XX-wiecznym totalitaryzmom. Honory wojskowe, przemówienia, wieńce. Miałem ze sobą, jak zwykle, moje dwie małe flagi, trwale ze sobą związane: biało-czerwoną i błękitną, unijną. Dołączyłem do nich otrzymaną od Obywateli RP białą różę. Z bólem wysłuchałem tych fragmentów przemówień, które wpychały celebrowanego dzisiaj bohatera w przekłamany mit „żołnierzy wyklętych”, z zażenowaniem obserwowałem niektóre delegacje składające wieńce, jak np. Młodzież Wszechpolską ze swymi złowieszczymi, czarnymi sztandarami i kręcących się wokół młodzieńców – „rekonstrukcjonistów” w mundyrach „khaki” z biało-czerwonymi opaskami z napisem „NSZ” i wyobrażałem sobie, jak zżyma się na ten widok, patrząc z zaświatów Rotmistrz.

Ale w któryś tam krąg piekła wszedłem wtedy dopiero, kiedy dołączyłem do zwartego tłumu otaczającego scenę wypatrując mojej znajomej z Żoliborza, wnuczki Witolda  Pileckiego, której pragnąłem w tym ważnym dla niej dniu dłoń uścisnąć. Wtrącę na marginesie: to znakomita postać, którą często spotykam na naszych obywatelskich protestach, a wtrącam to dla odnotowania (bo to piękne i myślę, że warto), jak długa, bo sięgająca XIX w., patriotyczna tradycja rodzinna przekłada się na postrzeganie dzisiejszej rzeczywistości przez jej spadkobierców. Powracając jednak do piekielnych kręgów: pierwszą uwagą, jaka padła z tego tłumu pod moim adresem było: „…a co pan tu robi z tą szmatą…”. Wkrótce posypały się kolejne: „..idź pan z tym do swojej Merkel…”, „…czy naprawdę jesteś pan Polakiem?…”, a w końcu „…wynoś się pan stąd z tą różą…”, a kiedy się nie wyniosłem, jejmość zatkała sobie nos i z głośnym „…fu, jak to śmierdzi…” odwróciła się na pięcie i odeszła. Początkowo reagowałem, później już dałem spokój. Kiedy orkiestra wojskowa, na zakończenie uroczystości, grała „Czerwone maki…”, czapki z głów zdjęli tylko niektórzy, głównie najstarsi, pewni siebie młodzieńcy „z NSZ” bawili się wesołą rozmową.

Takie to dwa patriotyzmy, ciemny i jasny. Czy kiedyś wyjdziemy z piekła?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s