włoskie wybory

Nie mam wątpliwości, że wszyscy – mówiąc najogólniej – „trzymający kciuki” za pomyślność Unii i jej dalszej integracji przyjęli z głębokim smutkiem wyniki wczorajszych wyborów parlamentarnych we Włoszech – trzecim co do znaczenia kraju członkowskim UE, a patrząc wstecz na blisko siedem dekad rozwoju Wspólnoty – można powiedzieć – jej jądrze: eurosceptycy i z lewa (Ruch Pięciu Gwiazd) i z prawa (Unia Północna) usunęli w cień prounijnych „demokratów”. Polityczne trzęsienie ziemi w odległej Italii nie zyskało miejsca w polskim przekazie medialnym zdominowanym przez krajowe turbulencje, a mnie – nic na to nie poradzę – zapaliło się kolejne czerwone światło. Zbyt mało wiem o włoskiej scenie politycznej, żeby w jakikolwiek sposób komentować wynik wyborczy, jednak wystarczająco, aby odczytać skrajnie nacjonalistyczne, ksenofobiczne i antyuchodźcze hasła Unii Północnej (która ma szanse „rozdawać karty”) jako kolejne, niezwykle groźne wyzwanie dla „europejskiego projektu” – dla wychodzącej z kryzysów, „biorącej wiatr w żagle” Unii Europejskiej. To czerwone światło rozbłyska szczególnie jaskrawo, kiedy kojarzę ten wynik z tuż przedwyborczą wizytą lidera Unii Północnej, Matteo Salviniego, z wizytą w Budapeszcie, u Victora Orbana: jakby po radę, jak – po zwycięstwie – pozbyć się uchodźców! Wizyta to w istocie niezwykła: nacjonalistyczny populista (który z dumą i bez żenady mówi o sobie tak właśnie) z kraju, który ma uzasadniony żal do Węgier i Polski za brak solidarności w rozwiązaniu fundamentalnej dla Włoch kwestii 600.000 uchodźców, jedzie do jednego z tych krajów z manifestacją przyjaźni i wspólnej ideologicznej więzi, której na imię nacjonalizm. Wbrew wartościom, które leżą u zarania europejskiej Wspólnoty, wbrew imperatywowi, które ją zrodził: Europa pokoju i dobrobytu – to Europa wolna od państw w formacie narodowym!

Mam w związku z tą wizytą fatalne skojarzenia, choć analogia to niezwykle odległa: dwóch totalitarnych despocji o różnych politycznych interesach podpisujących taktyczny pakt o nieagresji dla osiągnięcia wspólnego, doraźnego celu – zniszczenia europejskiej demokracji. Być może wynika to z mego szczególnego uwrażliwienia na nacjonalizm, którego traumatyczne skutki kształtowały rzeczywistość, jaka odbiła się piętnem na mojej młodości i wielu latach mego życia. Być może stąd moje „zakochanie się” w Unii Europejskiej – w europejskim projekcie, jedynej tamie, która zdolna jest przeciwstawić się odradzaniu się toksycznego nacjonalizmu ze wszystkimi jego dramatycznymi konsekwencjami. Być może stąd wyolbrzymiona troska, kiedy widzę te nacjonalistyczne macki osaczające europejskie jądro z różnych kierunków. Ale stąd też wzmożona determinacja, aby bronić europejskich wartości jako skarbu z niczym nie porównywalnego – jako najcenniejszego daru dla moich wnuków i przyszłych pokoleń.

Taka to garść wieczornych refleksji i oby okazały się chybione1

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s