setna LITERIADA

To była setna już „literiada”, kolejna – setna niedziela, kiedy Obywatele („ulicznicy”) gromadzą się przed Pałacem na Krakowskim i przypominają Prezydentowi RP, że istnieje Konstytucja, Ustawa Zasadnicza, umowa społeczna, gwarant demokratycznych rządów prawa i naszych obywatelskich swobód, którą Pan Prezydent wielokrotnie zignorował miast stać na jej straży. Że jest dla nich (dla nas) czymś niezwykle ważnym i że będą stać w jej obronie do końca czasu i o jeden dzień dłużej – niezależnie od politycznych wiatrów i narzucanych nachalnie narracji. Że wysłuchiwana z najgłębszym szacunkiem podczas kolejnych „literiad” Preambuła, która brzmi jak upleciona z najszlachetniejszego kruszcu patriotyczna poezja, jest i pozostanie obywatelskim drogowskazem wiodącym ku odzyskaniu demokratycznej i praworządnej Rzeczypospolitej, a chwilę później – ku utrwalaniu rządów prawa i leżących u ich podstaw humanistycznych, europejskich wartości.

I jeszcze tylko słowa mego wielkiego uznania dla tych Upartych i Zdeterminowanych, którzy – czy to śnieżyca, deszcz, czy upał – pojawiają się pod Pałacem w każdą niedzielę, punktualnie o 15.00, ze swoimi wypisanymi na byle jakich kartonach literkami układającymi się w bijące w oczy słowa KONSTYTUCJA lub WOLNE SĄDY, utrwalając tym obywatelską świadomość, kreując opinię publiczną, dając sygnał, że w swoim obywatelskim sprzeciwie TRWAMY! A przy okazji również dla tych wszystkich, którzy swoim szlachetnym uporem dają ten sam sygnał gromadząc się systematycznie (ze światełkami lub bez) przed naszą świątynią prawa – Sądem Najwyższym, gmachami Sejmu, Senatu, Trybunału Konstytucyjnego, budząc nadzieję, że tym instytucjom demokratycznego państwa prawa przywrócona zostanie ich godność i że wkrótce powrócą do pełnienia roli wyznaczonej im przez Konstytucję III Rzeczypospoliej.

po dwóch debatach – szczypta optymizmu

Jeśliby kto szuka tchnienia optymizmu patrząc na rozdygotaną polską scenę polityczną po stronie opozycji, na wciąż partyjniackie szukanie szabel przez politycznych liderów (Schetyna?, Tusk?, Biedroń?) i polityczne wzmożenia niektórych trzeciorzędnych aktorów fali obywatelskich protestów, na wciąż bolesny przy tym deficyt programu i wizji, niech żałuje, że nie wziął udziału w znakomitym wydarzeniu zainicjowanym przez Przedstawicielstwo Komisji Europejskiej w Polsce – w Europejskim Kongresie Rad Młodzieżowych (Słupsk, 27 – 29 marca br), że nie dane mu było zanurzyć się w tej autentycznej debacie na temat przyszłości, w której wybrzmiewał głos młodego pokolenia nie skażonego jeszcze politycznymi fechtunkami. Autentyczny. Kreatywny. Zaangażowany w budowanie przyszłości. Że brak doświadczenia? Nie szkodzi, ono przyjdzie w swoim czasie. Ale jakże oni wiedzą, czego chcą! Jak bezbłędnie odczytują znaki czasu! Jaką oczywistością jest dla nich,  mówiąc „Europa” – myśleć „Polska”; mówiąc „Polska” – myśleć „Europa”. Że to elita, wybrańcy, wiśnia na torcie? Zgoda, ale czyż to nie elity kreowały, kreują i kreować będą rzeczywistość?

Wielkie podziękowanie za to wydarzenie Przedstawicielstwu KE, słupskiej cząstce Team Europe (dr Rafał Kuligowski), lokalnej fundacji „Civis Polonus”. Były znakomite krótkie (!) wprowadzenia, panelowe dyskusje, fascynujące warsztaty, ale przede wszystkim ta dwudniowa debata z jakże zaangażowanym udziałem niemal trzystu przedstawicieli najmłodszego pokolenia Polaków, którzy być może po raz pierwszy mieli możność publicznie dać wyraz swoim oczekiwaniom, aspiracjom, krytycznym uwagom, co ich w tym świecie „dorosłych” uwiera. Co chcieliby zmienić, poprawić, dopasować do tego, jak oni postrzegają Polskę w Europie, skomplikowany świat, w który dopiero wchodzą.

I jeszcze jedno „dziękuję”: Pani dr Marcie Witkowskiej. Dziękuję, Marto, za Twoją propozycję wspólnego poprowadzenia tych „moich” warsztatów, których tytuł zaproponowałem prowokująco „Po co nam ta Unia?” Myślę, że doskonale uzupełnialiśmy się naszymi umiejętnościami i nieco różnym dystansem w postrzeganiu rzeczywistości i chyba nam to wyszło. Rzuciłem na wstępie – kierując te słowa przede wszystkim do młodzieży: będziemy rozmawiać, będziemy się nawzajem słuchać, a wyjdziemy stąd z satysfakcją jeśli równocześnie z poczuciem, że nawzajem czegoś się od siebie nauczyliśmy”. Nie wiem, jak pozostali uczestnicy, ale ja właśnie z taką satysfakcją z tych warsztatów wyszedłem i z takim poczuciem (patrząc na młodzież), że nie byłem w tym jednak odosobniony. I w dodatku z doładowanymi akumulatorami, z umocnioną nadzieją, że to pierwsze od wielu dekad pokolenie Polaków ukształtowane w warunkach niepodległości, żyjące w poczuciu bezpieczeństwa i z głębokim przekonaniem o swojej obywatelskiej podmiotowości i należnych im obywatelskich swobodach, nie zawiedzie; że będzie umacniać Polskę w jej europejskości spełniając marzenie mego, odchodzącego pokolenia. Czy jest coś, co mogłoby cieszyć bardziej?

Ale nie dane mi było „na gorąco” rozważać tych kongresowych emocji, bowiem – nim  jeszcze moje „pendolino” dojechało Warszawy – telefon przypomniał mi o organizowanej tego dnia przez niezwykłego, nie ustającego w iskrzeniu znakomitymi inicjatywami Jurka Owsiaka debacie „Ja nie hejtuję – ja rock’n’roluję”, na którą z dawna byłem zaproszony. Z wyzwaniem, że zostanę doproszony do zespołu panelistów, a wśród nich znakomitości nie byle jakie, bo m.in. nasz kochany RPO, dr Adam Bodnar. No, i pędem, z pociągu, do najbliższej taxi i do Muzeum „Polin”, żeby zanurzyć się w inne klimaty, jakże również aktualne: jak powstrzymać tę dżumę naszego czasu, jaką jest mowa nienawiści. I aż wstyd, jak słabo byłem – po słupskim wydarzeniu, „bez przerywnika” i z biegu – do tej kolejnej, fascynującej debaty przygotowany. Ale mimo to wielka satysfakcja, że dane mi było wziąć w niej udział.

Więc kreślę tych kilka słów, żeby się tą satysfakcją z udziału w jednym i drugim wydarzeniu podzielić.

I LOVE Europe (19-03-23)

I  LOVE  EUROPE!

Ubiegły piątek pozostanie na długo w mojej dobrej pamięci, a to za sprawą pewnego wydarzenia. Szczególnego. Wyróżniającego się z potoku innych – ostatnio licznych, a wszystkie z nich jakoś przecież ważne. Była nim promocja książki wydanej z okazji rocznicy działalności niezwykłej fundacji powołanej prze znanego aktora, Olgierda Łukaszewicza, „My, obywatele Unii Europejskiej – Fundacja im. Wojciecha. B. Jastrzębowskiego”.

Sama książka zatytułowana „Jestem obywatelem Unii Europejskiej”, z podtytułem „I love Europe” jest już niezwykła – pod redakcją prof. Romana Kuźniara, ze wstępem Fundatora, które jest lustrzanym odbiciem moich jakże osobistych przeżyć i doznań, szczególnie tyczących tego „słusznie minionego czasu” upokarzającej podległości i naszych polskich marzeń o Europie: z tekstami wybitnych, dociekliwych badaczy naszej polskiej europejskości. Kompendium nie tyle może wiedzy, a raczej jakiejś esencji tego, czym jest wielki projekt europejski i co przyniósł Polsce. Czym w swojej istocie jest demokracja. Jak przekładają się na moje – twoje życie rządy prawa. To od dzisiaj lektura obowiązkowa dla wszystkich, którzy chcą zrozumieć ten rozdygotany świat, w którym żyjemy, i dokonywane w nim wybory – przez każdego z nas, każdego niemal dnia.

Ale ja siadając do skreślenia tych kilku słów nie myślałem o książce, której recenzja, choćby najkrótsza, znacznie przekracza moje kompetencje. Myślałem o rocznicowym wydarzeniu zorganizowanym na kanwie promocji tej niezwykłej publikacji. O wydarzeniu, które przyciągnęło grono ludzi, którzy nie tylko mówią o demokracji: którzy w niej uczestniczą. Którzy dają temu świadectwo swoją publiczną działalnością, ale taż swoją postawą. Taką na co dzień. Którzy dają świadectwo swojego obywatelstwa w każdym słowie, które wypowiadają nie tylko do mikrofonu – również w tej naszej szarej codzienności, adresowanym do drugiego Człowieka; w każdym zdaniu napisanym nie tylko w oficjalnej publikacji – również w krótkim komentarzu do wydarzenia, do internetowego wpisu. W każdym podpisie złożonym pod obywatelską petycją. W każdym geście wykonanym wtedy, kiedy gest coś znaczy. Grono ludzi, którzy tworzą naszą polską alternatywną rzeczywistość wobec tej narzuconej przez samozwańczą władzę, dla której konstytucyjność państwa jest tylko uwierającą dekoracją. Samo już zaistnienie w tym gronie, choćby w najdalszym rzędzie, daje powód do satysfakcji, nie mówiąc  o przeżyciu, kiedy słucha się słów prof. Kuźniara, który w swoim krótkim przemówieniu, z właściwym sobie pogodnym uśmiechem, przekonuje, że świat nie da się zepchnąć z trajektorni, jaka wiedzie go ku wolności i poszanowaniu fundamentalnych praw człowieka, kiedy wybrane fragmenty tej książki, o której wyżej, czytają, wydobywając z nich najgłębszy sens, przejęci swoją rolą aktorzy – zawsze chętnie słuchani: Maja Komorowska, Danuta Stalińska, Grażyna Marzec Łukaszewicz, Olgierd Łukaszewicz, Janusz Leśniewski – a wszystkich nie wymieniłem. Kiedy słucha się fragmentów tekstu „Konstytucja dla Europy” skreślonego przez polskiego powstańca – buntownika w roku 1831, po upadku Powstania Listopadowego. Kiedy (reżyser tego niepowtarzalnego wydarzenia zadbał o to, żeby zbytni patos nie zdominował tych niezwykłych klimatów, bo niezwykłe było tu wszystko) na scenę wchodzi znakomita aktorka i piosenkarka, Ewa Kabza, i sięgając po repertuar od Edith Piaf po Agnieszkę Osiecką – przepięknie przeplata czytane teksty śpiewaną w czterech językach piosenką.

Proszę Państwa, żałujcie jeśli w tym wydarzenie nie uczestniczyliście i nie przeoczcie kolejnej jego edycji, Bo jestem przekonany, że na tym jednym się nie skończy. Znając determinację Pana Olgierda dla promowania Europy i naszego w niej obywatelstwa, obserwując , jak dynamicznie i konsekwentnie jego Fundacja realizuje swoje cele, już widzę jego kolejne odsłony. Tak przenikliwie pokazujące Europę taką, jaką ukochaliśmy. Z jej wspaniałą różnorodnością,. Z jej granicami wcale nie wyznaczonymi wiecznie ośnieżonymi szczytami gór na jej wschodzie i brzegiem oceanu na zachodzie, a tym, dokąd sięgają i przestrzegane są jej wartości: wolność od lęku, walka ze wszelką dyskryminacją, szacunek dla godności każdej istoty ludzkiej, fundamentalne prawa człowieka.

Panie Olgierdzie i Zarządzie tej niezwykłej Fundacji: dziękuję i proszę o jeszcze. O takie właśnie uparte i skuteczne, a równocześnie kreowane z najwyższą klasą promowanie Europy, o umacnianie w nas wszystkich tej wiary, że damy radę, że nie pozwolimy, żeby ten niezwykły projekt wspólnoty prawa i wartości był przez kogokolwiek zawłaszczony.

!No pasaran!