Bardzo osobiste: komunikat z Tworki Spa

Kreślę krótki komunikat, co u mnie. Z zażenowaniem, bo to trochę tak, jakbym narzucał   niekoniecznie interesującą lekturę, co u szarej myszki, ale ponieważ kilka osób o taki komunikat mnie prosiło – więc piszę.

Zbliża się kres: kiedyś przecież musi nadejść. Rokowania są, jakie są, i tu już się nic nie zmieni: rakowy potworek zaatakował, taki złośliwiec, który wyznaczył mi kres – kilka, kilkanaście miesięcy. Ale i tak łaskawy. Po jakże długim życiu, dając wiąż czas na refleksję, takie ostateczne ogarnięcie i uporządkowanie. Do rozpaczy mi daleko, a nawet przeciwnie – przyszłość postrzegam nieco bardziej optymistycznie, niż przed świadomością tego wyznaczonego mi kresu. Te wszystkie nasze narodowe słabości, sarmacką pychę, która się dotkliwie przejawiła, nagłe liderskie wzmożenia i brak zgody na wspólny protest przeciwko zawracaniu biegu historii postrzegam coraz bardziej jako chwilowe tołpnięcie, z którego pomału, ale jednak wychodzimy. To prawda, może to kosztować Polaków kolejną dekadą cywilizacyjnego zastoju, który znów trzeba będzie mozolnie odrabiać, ale wydaje mi się, że sprytny taktyk, Jarosław Kaczyński, totalnie pomylił się i strategicznie już przegrał, a historia łaskawa mu nie będzie. Budząc lęki i przez chwilę zarządzając nimi udało mu się oszukać naród i uzyskać tych pięć minut na destrukcję i obłędny marsz wstecz, ale równocześnie obudził nas z chocholego snu. Bo przysnęliśmy tracąc z pola widzenia aksjologię, wartości, zachwyceni Autostradą, tracąc z pola widzenia Człowieka. Widocznie niezbędna była ta zapaść, żeby zacząć odbijać od dna: widocznie tacy jesteśmy, przeglądamy na oczy dopiero w porażce. Atoli, kiedy mam teraz na nosie takie okulary na dalekie widzenie, postrzegam jednoznacznie, że z tej porażki wychodzimy. Rozbudza się obywatelstwo (nasz czteroletni protest nie był tu bez znaczenia), narasta społeczna debata, intelektualiści coraz skuteczniej podejmują próby analizy tego, co się stało i dlaczego. Wchodzące w życie młode pokolenie – cóż tu mówić, zaniedbane przez nas, starych – dostrzega fundowane im deficyty wolności, zagrożenie ich swobód i tego nie da sobie odebrać. Postrzega również nowe wyzwania, wobec których starzy często są ślepi: planeta, migracja – zjawisko nieuchronne, które jednak trzeba jakoś ogarnąć, demografia. Coraz bardziej świadome jest groźby wykluczania, coraz bardziej opowiada się za równością, bez której wolność i poszanowanie ludzkiej godności jest mrzonką. Że to elity (nie te od celebry, a te od społecznej wrażliwości), że to dopiero początek jakiegoś pozytywnego procesu, który narasta? To prawda, ale takie są już chyba cykle historii. Więc życzę każdemu, kto dochodzić będzie do swego kresu, żeby miał szczęście to dostrzec. Bo odchodzi się wówczas pogodnie, bez poczucia porażki, bez przekleństw, z nadzieją. No i jeszcze jedno: czy tylko nas, Polaków, dotknęło to aksjologiczne tołpnięcie? Ależ skąd, dotknęło całą naszą strefę cywilizacyjną, dotknęło przede wszystkim Europę, ale widzimy, jak ona się pięknie budzi. Powstrzymała falę toksycznego, narodowego populizmu, koryguje swoje priorytety, wzmacnia swoje instytucje stojące na straży demokratycznych rządów prawa w całej wspólnocie wolnych narodów i wolnych ludzi. Widać to choćby obserwując blokadę tych, którym marzy się wstecznictwo, przy aktualnych wyborach na najwyższe stanowiska w Unii Europejskiej. Europa, nasza polska racja stanu, gwarant naszego bezpieczeństwa, naszych wolności i naszych obywatelskich swobód.  Szczęśliwy jestem, że tak to postrzegam na odchodnym, a choćby i ze szczyptą przesadnego optymizmu.  Ale tak mi podpowiada moja intuicja, która bierze się przecież z długiego życiowego doświadczenia.

Miało być krótko i osobiście, a znów mi niesforna myśl gdzieś dalej poszybowała. No cóż, ten typ tak ma. Więc już konkretnie. Wczoraj miałem usłyszeć w ursynowskim Centrum Onkologii, co z tym moim potworkiem dalej robić, czy go jakąś kuracją (radiacje, chemia) powstrzymywać kosztem wzrastającego dyskomfortu tych kilku zyskanych miesięcy życia, czy pozwolić mu czynić to jego diabelskie dzieło zważywszy skutki tego dyskomfortu. Okazało się, że na podpowiedź znakomitych medyków będę musiał jeszcze kilka dni poczekać, jeszcze jest niezbędna jakaś opinia, konsultacja. Czekam więc cierpliwie, zaoferowane mi propozycje przyjmę z pokorą no i jakąś decyzję podejmę, bo w końcu będzie to moja decyzja – zapadnie pod koniec lipca. A na razie jestem w domu, ogarniam się, cieszę się każdą chwilą, a szczególnie ciepłem i życzliwością, jaka mnie otacza ze strony ludzi, których miałem szczęście na swojej ścieżce spotkać. W tym aspekcie jestem dziecko szczęścia, bo nie każdemu to się trafia. I właśnie za to ciepło i życzliwość wokół mnie najgoręcej dziękuję – dobrej Opatrzności, wszystkim, którzy mnie w tym trudnym w końcu czasie okazują tak wiele przyjaźni: cóż więcej stary człowiek, sięgający po kres, mógłby sobie wymarzyć.

Żyję normalnie, zastanawiam się, co mógłbym zrobić jeszcze żeby do końca podtrzymać sens życia. Mobilny już nie jestem, nie będzie już mi dane uczestniczyć w tych niezapomnianych spotkaniach obcych sobie, a równocześnie tak bliskich sobie ludzi – Was właśnie, którzy poderwali się do protestu przeciwko deptaniu fundamentalnych wartości. Nie znaczy to jednak, że nie mam już żadnych planów. Najbliższy – to skorzystanie z zaproszenia niepowtarzalnego Jurka Owsiaka do wzięcia udziału w jego kostrzyńskim „festiwalu wolności” i do porozmawiania z młodzieżą na ustawionej tam scenie Akademii Sztuk Przepięknych o tym, że najgorsze, co może nas w życiu spotkać – to obojętność na zło, że bunt przeciwko niemu – to przejaw najwyższego szacunku dla prawa i przyrodzonej człowiekowi godności. Że warto. Że to nadaje jakiś sens życiu. Nie wiem, czy trafię do wyobraźni tych młodych ludzi, z którymi mam się spotkać – którzy są mi tak bliscy bo najbliżej kojarzą mi się z nadzieją, ale jeśli trafię choć do jednego z nich, to i tak świat się posunie choćby o milimetr do przodu. Na swojej dobrej trajektorni. A czy w ogóle tam dojadę – o tym zdecyduje ostatecznie mój potworek, który mi na to pozwoli lub już nie, ale ponieważ mam mieć to spotkanie już za niespełna trzy tygodnie, mam nadzieję, że kondycja nie odmówi mi jeszcze posłuszeństwa. I tak trzymam. A już jutro będę przekonywał w spocie reklamowym, o który mnie proszono, do wzięcia udziału w warszawskiej Wielokulturowej Street Party, wspaniale pokazującej fascynującą inność, prezentującej moją kochaną Warszawę jako miejsce na (polskiej) ziemi otwarte na świat, europejskie, uśmiechnięte, przyjazne. A czeka jeszcze na kilka słów uznania i promocji znakomity raport Amnesty International niosący przesłanie „wolni ludzie, wolne sądy” w odniesieniu do łamanych w Polsce praw podstawowych. Więc robię swoje i będę chciał tak do końca.

No i cóż – jestem „stacjonarny”, po prostu w domu, w pobliskim Pruszkowie, tuż nad Utratą:  tak mi wyszło. Zatem gdyby przyszło komu na myśl odwiedzić mnie w tym wakacyjnym czasie (a piękne lato mamy!), żeby uścisk dłoni wymienić – rad będę wielce i obiecuję smaczną kawę. I na tym już kończę z nadzieją, że przecież jeszcze gdzieś, kiedyś do zobaczenia!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s