Mój Kostrzyn: LIST DO JURKA

Drogi Jurku,

Twój tegoroczny woodstokowy Wielki Festiwal Wolności przeszedł już do historii – i w niej pozostanie, co oczywiste – że też w mojej pamięci, po kres mojego czasu. Wykreowałeś coś tak wielkiego, że nie da się tego opisać, dopóki się w tym nie zanurzy, nie wmiesza w te masy wolnych ludzi, którzy wolność noszą w sobie, którzy przyjechali do Ciebie, aby tę swoją wolność wykrzyczeć, uśmiechniętych do siebie i świata, akceptujących wszelką inność, która przecież ubogaca, czyni świat fascynującym. Którym tak dogłębnie obca jest agresja, fałsz, kłamstwo, o hejcie nie mówiąc. Przyjechali do Ciebie, żeby przez chwilę być razem i poczuć, że w nich jest moc, żeby z uśmiechem zakomunikować światu, że oni sobie tej wolności odebrać nie dadzą wbrew wszelkim złym mocom, które im tę wolność chcą wydrzeć wrzeszcząc, że jakiś suweren, tłum bez twarzy gotowy sprzedać swoją wolność za tłustą miskę ryżu, jest  ponad prawem, ponad Konstytucją, która jest ich wolności gwarantem. Jurku, to doprawdy dzieło na miarę herosa – i Ty nim jesteś. A ja Ci się, po prostu, najuniżeniej za to kłaniam.

A teraz już osobiście i z wdzięcznością, na której wyrażenie nie znajduję dość słów. Zaprosiłeś mnie na to wydarzenie, bez czego dobiegającemu swego kresu starcowi nie przyszłoby przecież na myśl, żeby w nim zaistnieć. Pozwoliłeś mi się w tych niepowtarzalnych klimatach zanurzyć. Co więcej – obok przyjaźni, która między nami zaiskrzyła – okazałeś mi swoje wielkie zaufanie. Przedstawiłeś mnie tysiącom młodych ludzi zgromadzonych w tym wielkim namiocie swoje Akademii Sztuk Przepięknych, wsłuchujących się w słowa znakomitych panelistów o tym, czym jest wolność, równość, solidarność, praworządność, w sposób tak nobilitujący, że nie sposób mi ogarnąć, czym sobie na to zasłużyłem. I zakomunikowałeś tym tysiącom młodych ludzi, bez najmniejszych zastrzeżeń, że mam im coś ważnego do powiedzenia. Włożyłeś mi do ręki  mikrofon i w swoim niepowtarzalnym stylu powiedziałeś krótko: „Bogusław – masz mikrofon i zasuwaj”.

Czy zdawałeś sobie sprawę z tego, jakim było to dla mnie zaskoczeniem, jakie ciarki przeszły po grzebiecie w obawie, że zawiodę Twoje oczekiwania, że skok przez poprzeczkę, którą mi tak wysoko postawiłeś, przekroczy moje możliwości? Ale jakie miałem wyjście? No, i adrenalina poszybowała. Wyrzuciłem z siebie to najważniejsze, z czym rzeczywiści przyjechałem do Kostrzya z takim poczuciem, że to ostatnia szansa dobiegającego już szybko swego kresu starca, żeby z tą wspaniałą młodzieżą, która pozostaje moją nadzieją na przywrócenie Polski moich młodzieńczych marzeń, co się przecież już cudem działo, a na co podniesiona została łapa szaleńca, podzielić się doświadczeniem swego długiego życia, przekazać testament tych z nas, z odchodzącego już pokolenia, którym przez całe życie marzyła się demokratyczna Polska, w której „prawo – prawo znaczy”, otwarta na świat, uśmiechnięta, europejska – i marzeniom tym pozostali do końca wierni. Tak, miałem to przemyślane, przez niejedną noc, jak trafić z tym przesłaniem do woodstokowej młodzieży, jak jej to przekazać. Tyle, że było to ujęte w długą gawędę, którą przed godziną snułem adresując do nielicznej grupy, która przyszła mnie posłuchać. A tu trzeba przecież inaczej, krótko, w punkt. I myśl szczęśliwie poszybowała: wziąłem z tego pokoleniowego testamentu esencję, to co wydaje się najważniejsze – że warto, że trzeba wychodzić z kokonu obojętności, że tylko żarliwe trwanie przy obronie uniwersalnych wartości – fundamentu wspólnoty wolnych ludzi – daje życiu poczucie sensu, że nie jest ono wtedy zmarnowane.

I to trafiło do wyobraźni tych słuchających mnie tysięcy młodych ludzi: oni jakby na te słowa czekali. Przyjęli je jakże gorąco, czemu dali wyraz. Czy ja mogłem czegoś takiego oczekiwać? Nie, to przekroczyło wszelkie moje oczekiwania i do dziś nie ogarniam, skąd mi to przyszło. I nazywam ten dzień w Kostrzynie jednym z najszczęśliwszych w moim życiu. Bo ten mój wykrzyczany przekaz trafił, jest do dziś pamiętany, zainspirował, posunął ten rozedrgany świat choć o milimetr do przodu – ku wartościom, ku uniwersalnym prawom człowieka. Czy można mieć w życiu większą satysfakcję, czy można nie nazywać się dzieckiem szczęścia nawet w tej mojej terminalnej chorobie?

Ale przecież to Ty to sprawiłeś, Jurku, stwarzając tą magiczną przestrzeń, w której słowa wybrzmiewają z podwójną mocą, okazując mi swoje tak nobilitujące mnie,  nieocenione zaufanie. I jak tu znaleźć słowa, żeby Ci za to podziękować – szukam i nie znajduję, Wszystkie zbyt miałkie. Więc ściskam Cię tylko najgoręcej, Wielki Jurku, ze swoją niezawodną intuicją, jak zmieniać świat, ze swoją niezmienną determinacją przeciwstawiania się złu, kłamstwu, fałszowi, nienawiści, i ściskam Ci dłoń najmocniej, jak potrafię.

Z Tobą do końca i o jeden dzień dłużej – Sie ma!

Bogusław

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s