My, kofederaci

Ot, taki tekst: nie wiem, czyjego autorstwa. Wpadł mi w oko i zachwycił. Więc go tutaj wrzucam, bo jakże aktualny, bo – choć w swojej retoryce spokojny – on przecież krzyczy. Konfederacja! Bez niej tej walki o wszystko, o demokratyczne państwo prawa, o powstrzymanie faszyzacji kraju, powstrzymanie katastrofy – wizji szaleńca, który widzi Polskę państwem narodowym ze wszystkimi jego toksynami, państwem wyznaniowym, obcym europejskim wartościom, wrogim wobec świata, zamkniętym na wszelką inność. Wyrzuconym na śmietnik historii. I o to jest przecież ta nasza walka! Jest pięć przed dwunastą, a nam do tej konfederacji wciąż daleko. Czy zdążymy się skonfederować – my, o-b-y-w-a-t-e-l-e, postrzegający jak na dłoni raję stanu Rzeczypospolitej? Co stoi temu wciąż na przeszkodzie? Jakie złe moce każą wciąż zwlekać? Więc wielkim głosem krzyczę „konfederacja”! Proszę, krzyknijmy jednym głosem, krzyknijcie razem ze mną!

A oto ten tekst:

„… Z poniedziałku na wtorek, 3 maja 1791 roku, w domu marszałka Małachowskiego podpisano dokument następującej treści:

„W szczerej chęci ratunku ojczyzny, w okropnych na Rzeczpospolitą okolicznościach, projekt pod tytułem Ustawa Rządu w ręku j. w. marszałka sejmowego i konfederacji koronnej złożony do jak najdzielniejszego popierania przyjmujemy, zaręczając to nasze przedsięwzięcie hasłem miłości ojczyzny i słowem honoru, co dla większej wiary podpisami naszymi stwierdzamy”.

Nazajutrz trochę fortelem, trochę przypadkiem, trochę zamachem stanu uchwalono Konstytucję 3 maja – najważniejszy dokument ówczesnej Europy.
Nie byłoby to możliwe, gdyby nie konfederacja, pod której węzłem pracował sejm – zwolniony w ten sposób od liberum veto i innych szaleństw owych czasów.
Konfederacja – bo taką mamy tradycję. Nie – wojny domowej, rewolucji, majdanu – tylko właśnie konfederacji.

Ponad dwieście lat później ta tradycja doprowadziła nas do uchwalenia obecnej Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej.
Czym innym był bowiem Okrągły Stół?
Czym innym – to szerokie niezwykłe porozumienie ludzi, o wydawałoby się nieprzystających do siebie poglądach?
Czym innym w końcu – to najważniejsze nasze dziecko – urodzone przez niedojrzałą demokrację – jeszcze w powijakach?
No przecież tylko i wyłącznie efektem konfederackich tradycji tego pięknego kraju – gdzieś między wschodem a zachodem. Tego, co w nas tak zwyczajne i nieobliczalne jednocześnie.
Tego równoczesnego – niecałkowitego braku zachodniego porządku – oraz odrobiny wschodniej duszy, która zbyt mało szalona jednak, by zabić z miłości lub nienawiści.
Tej niezwykłości, której – tak nienawidząc – kochamy jednocześnie i dumni z niej jesteśmy, bo nam o niej zewsząd przypominają.
Bo jedni zazdroszczą szaleństwa, a drudzy rozsądku.

Mamy więc tradycję i potrafimy jej użyć. I choć to dziewiętnastowieczne „użycie” spowodowało, że wolności i demokracji skosztowaliśmy zaledwie przez lat kilka tylko – w dwudziestym wieku, to w końcu – na nowo konfederację zawiązując –   przywróciliśmy wolność i sprawiedliwość dla wszystkich.
I słusznie żyjemy w głębokim przekonaniu, że właśnie tędy droga.

Do mądrego Państwa wszystkich obywateli.
Do tolerancji i uczciwości.
Do normalności.
Co nas zatem powstrzymuje?
Czy nie przypadkiem – my sami?

Niczemu prawo nie jest winne, że nie jest przestrzegane – tylko my – obywatele, że prawa przestrzegania nie uczymy.
Że prawa przestrzegania nie dość stanowczo żądamy.
Że prawa przestrzeganie nie jest podstawową naszą wartością.
Że gdzieś oczkiem mrugniemy, szybkość przekroczymy, na czerwonym przebiegniemy, dziecku zwolnienie przed klasówką napiszemy, a jak odpisze na tej klasówce, to ramionami wzruszymy.
Bo prawo głupie, złe, surowe.
I jest też czasem takie, więc je zmienić może trzeba konfederacką siłą. Ale wpierw tą samą konfederacką mocą trzeba prawa przestrzegać.
Niczym świętości.

Tylko tak możemy to prawo na swoje miejsce przywrócić.
Naszą wspólną, wielką Konfederacją.
By stało się na powrót fundamentem.
Naszą codzienną Konstytucją.

W sobotę 7 maja 1791 roku marszałkowie skonfederowanego sejmu wydali uniwersał, ogłaszający uchwalenie konstytucji:
„Ojczyzna nasza już jest ocalona. Swobody nasze zabezpieczone. Jesteśmy odtąd narodem wolnym i niepodległym. Opadły pęta niewoli i nierządu.”

Szczególnie dzisiaj – publikacja takiej treści – przydałaby się nam naprawdę…”.

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s